grubiej-mi blog

Twój nowy blog

jestem oazą. w ciągu miesiąca zmieniło się tak wiele, a ja spokojnie akceptuję swoje porażki. tak, jestem oazą.

nowa szkoła, nowi ludzie, nowe percepcje. obecnie się nie odchudzam, niestety. nie stałam na wadze od dawna – boję się. wiem, że skoczyłoby się to źle. ale jestem szczęśliwa póki co, bo środowisko mnie cudownie akceptuje taką pulchniutką. mam fajnych kolegów, którzy codziennie mi pomagają podnieść samoocenę i wszystko jakoś wygląda bardziej kolorowo.

wiem, że aby osiągnąć coś w życiu trzeba się uczyć i rozwijać. staram się. bardzo.

 

jeszcze tylko trzeba się zmotywować do diety.

pumped up kicks

1 komentarz

wróciłam i wszystko obniżyło swoje loty. nie jestem już tak silna, jak kiedyś. w ogóle się nie staram.

fajnie było, brakuje mi tego życia, które toczyło się przez ponad tydzień. ciągły ruch, nowe znajomości, beach parties i dyskoteki. wytańczyłam się za wszystkie czasy! ale jakże ciężko było wracać do tego pustego pokoju z myślą o tym, jak mogłam uważać, że życie z dzbankiem kawy, papierosami i książką jest wspaniałe. wracam do tego…

pogoda mnie strasznie dołuje. codziennie planuję wyjście, ale kończy się zawsze niepowodzeniem. ile może padać?! grr. mam napady przez huśtawki nastroju. grubnę, czuję to i jest mi z tym cholernie źle. trzeba się zmobilizować, będzie szkoła, po szkole zajęcia w ognisku plastycznym. później nauka. stereotypowy dzień. caaaały zajęty, z dala od jedzenia!

 

pozdrowienia. trzeba wytrwać te 10 miesięcy.

 

czas leci… a jutro już wyjeżdżam! na obóz do hiszpanii. nie udało mi się schudnąć bardzo dużo, ale już się tym aż tak nie przejmuje – wiem, że nie będe czuć się pewnie na plaży – jednak czy to musi popsuć mi cały wyjazd? nie! na obozie planuję odżywiać się bardzo skromnie. ale również będe pić alkohol, który jednak jest bombą kaloryczną. mam nadzieję, że chociaż minimalnie schudnę. ;)

lecę się pakować. do następnego razu!

Wróciłam z Wrocławia. czuję się lepiej psychicznie i fizycznie, bo wydaje mi się, że trochę schudłam, mimo, że się nie głodziłam. po prostu całkowite ograniczenie słodyczy i błonnikowe śniadania. No i szóstka weidera codziennie. Staram się jak mogę, od jutra ostatnio szlifuję brzuch i uda – basen, basen, basen, rower, basen, steper! no i jogging. mam nadzieję, że nie zabraknie mi chęci. lecę ćwiczyć.

 

PS. Regena, fajnie znowu Cię widzieć. ;)

jakoś się trzymię. nie wchodzę na wagę już od dłuższego czasu, bo wiem, jak bardzo może mi to popsuć humor.

wczoraj zrobiłam sobie ucztę. no i oczywiście większość po chwili zwróciłam do kibla. chyba długo tak nie dam rady żyć… jednak czasem po prostu nie wytrzymuję. a po rzyganiu jest mi lepiej. wszystko jakoś wydaje się lepsze. bardziej realne. tylko przełyk i zęby cierpią…

nie wiem jak wielki przełom musiałby nastąpić, abym potrafiła zmienić swoje życie, podejście do odchudzania i motywację. potrzebuję kopa w tyłek.

JA PIERDOLĘ.

ciągle żrę. i użalam się nad sobą. i tyję. zdarza się, że rzygam. tak wyglądają moje wyczekiwane wakacje.

te same wakacje, które miały być inne od poprzednich. miałam być piękna, zgrabna, chuda. a jestem zajebiście tłusta.

 

nie wytrzymam. muszę dać radę i nie jeść praktycznie nic chociaż do 12 sierpnia. ćwiczyć całymi dniami, chodzić na basen. 31 jebanych dni. 

DAM KURWA RADĘ.

dlaczego już się poddałam? przecież jeszcze tyle czasu do wakacji

jednocześnie staram się ulotnić. zamykam oczy, słyszę już tylko pianino i szum gałązek….

 

musi mi się udać! muszę wierzyć w to całą sobą. na każdym kroku wmawiać sobie, że zawszę dąże do celu i wygrywam. w końcu może tak się stanie…

potrzebuję cholernej siły. i wiary.

 

sigur rós – untitled #3

 

gwiżdżę sobie, głaszczę włosy, gładzę się po karku. dzisiaj mój dzień poprawiło jedno zdanie. „pięknie wyglądasz, z uśmiechem tak bardzo Ci do twarzy”.

jedno zdanie, a tyle radości. mimo, że ostatnio z pewnością przytyłam, to czuje się tak lekko i pewnie.

 

wymiana była dość wyczerpująca. ciężko jest przestawić swój rytm dnia i podporządkować się do całkiem innej kultury. jednak to kolejny krok w moim życiu i cieszę się, że przyszedł mi łatwo.

z utęsknieniem czekam na wiosnę.

ostatnie dni napawają mnie drobnymi ziarenkami optymizmu. jakoś tak lżej mi na sercu, mam więcej ochoty – nawet jak przychodzi czas ważenia, a moi znajomi ciągle dają o sobie znać. pewnie oni też już czują ten niesamowity klimat. mam dużo pomysłów i planów na najbliższy czas, mam nadzieję, że nie pochłoną mnie bardziej od nauki. (która jak zawsze jest na ostatnim planie)

 

jest tylko jedna rzecz, która psuje mi humor. mój kontakt z rodzicami. mam wrażenie, że oni nadal chcą mnie zatrzymać przy sobie za wszelką cenę i to pogarsza sytuację. za niedługo będe mogła tylko siedzieć w kącie i czytać książki – w dodatku wyselekcjonowane. mam nadzieję, że w końcu przekonają się co do mojej zaradności. fakt, że nie zawsze daję im konkretne powody, ale w końcutaki, pełen nieodpowiedzialności wiek.

 

teraz planuję sobie trochę przerwy od bloga, na tydzień wyjeżdżam do niemiec. wymiana ze szkoły. :) tym razem postanowiłam nie zachowywać wszelkich form uprzejmości i sama przedstawiłam jasno sprawę co do mojego żywienia. mam tylko nadzieję, że w pełni to uszanują.

 

osobista motywacja:

the drums – let’s go surfing

nie myślałam, że dodam notkę po paru godzinach. ale to chyba jedyny sposób, aby schodnąć – trzymać się swojego postanowienia.

 
odważyłam się i dodałam zdjęcie. tak na próbę, jak na razie. ;) no i fakt, mam trochę wciągnięty brzuch – tak mi to już weszło w użycie, że nie jestem w stanie tego nie robić. 

 

czas się zacząć uczyć chyba.


  • RSS