jestem oazą. w ciągu miesiąca zmieniło się tak wiele, a ja spokojnie akceptuję swoje porażki. tak, jestem oazą.
nowa szkoła, nowi ludzie, nowe percepcje. obecnie się nie odchudzam, niestety. nie stałam na wadze od dawna - boję się. wiem, że skoczyłoby się to źle. ale jestem szczęśliwa póki co, bo środowisko mnie cudownie akceptuje taką pulchniutką. mam fajnych kolegów, którzy codziennie mi pomagają podnieść samoocenę i wszystko jakoś wygląda bardziej kolorowo.
wiem, że aby osiągnąć coś w życiu trzeba się uczyć i rozwijać. staram się. bardzo.
jeszcze tylko trzeba się zmotywować do diety.
wróciłam i wszystko obniżyło swoje loty. nie jestem już tak silna, jak kiedyś. w ogóle się nie staram.
fajnie było, brakuje mi tego życia, które toczyło się przez ponad tydzień. ciągły ruch, nowe znajomości, beach parties i dyskoteki. wytańczyłam się za wszystkie czasy! ale jakże ciężko było wracać do tego pustego pokoju z myślą o tym, jak mogłam uważać, że życie z dzbankiem kawy, papierosami i książką jest wspaniałe. wracam do tego...
pogoda mnie strasznie dołuje. codziennie planuję wyjście, ale kończy się zawsze niepowodzeniem. ile może padać?! grr. mam napady przez huśtawki nastroju. grubnę, czuję to i jest mi z tym cholernie źle. trzeba się zmobilizować, będzie szkoła, po szkole zajęcia w ognisku plastycznym. później nauka. stereotypowy dzień. caaaały zajęty, z dala od jedzenia!
pozdrowienia. trzeba wytrwać te 10 miesięcy.
guestbook

links

past

design
